Waga lekka. Test Suzuki Swift Sport

Waga lekka. Test Suzuki Swift Sport

Dodano: 
Suzuki Swift Sport
Suzuki Swift Sport
Samochody sportowe konkurencji mają więcej mocy od najszybszego Swifta. Ale to japoński samochód jest od nich lżejszy. Dlatego jeździ się nim tak przyjemnie.

Hot-hatche to jedne z najprzyjemniejszych aut. Małe, bardzo mocne, budzące emocje i wyglądające jak rasowe sportowe auta. Mnóstwo producentów ma je w swojej ofercie. Wychodzą z założenia, że wciąż są prawdziwi fani motoryzacji, którzy są gotowi wydać sporo więcej, by móc jechać szybko, błyskawicznie przyspieszać, a budżet nie pozwala im na rujnowanie się na auta kosztujące po kilkaset tysięcy złotych, od Porsche wzwyż.

Każda firma ma inny pomysł na hot-hatcha. W segmencie kompaktowym trwa wojna na moc. Ford Focus RS ma 350 KM, Volkswagen Golf GTi Performance 245 KM. A konkurencja jest ogromna, bo jeszcze Renault Megane RS, Honda Civic Type R, ostatnio do gry wszedł także Hyundai i30 N (275 KM). W niższym segmencie aut miejskich też zrobiło się gęsto. Ford Fiesta ST ma 200 KM, Peugeot 208 GTI 208 KM, Volkswagen Polo 200 KM, a Toyota Yaris GRMN 212 KM.

Jest jeszcze jedno auto, którego puryści hot-hatchem nie nazwą. Nazywa się Suzuki Swift Sport. Dlaczego? Bo jego moc, a zatem i osiągi, jest znacznie niższa. Suzuki zdecydowało się zamontować pod maską motor 1,4 litra z doładowaniem. Generuje on „jedynie” 140 KM. Za mało?

No cóż, zależy jak na to spojrzeć. Bo Japończycy od początku nie chcieli wdawać się w nierówną walkę z wymienionymi producentami. Postanowili stworzyć auto, które choć nie oszałamiająco szybkie, będzie jednocześnie dawało sporo emocji, ale nie będzie drogie i niewygodne do jazdy na co dzień. I muszę przyznać, że im się to doskonale udało.

Sam wygląd samochodu nie jest przesadnie agresywny. Z tyłu widać co prawda dwie rury wydechowe, a testowy model miał „szybszy” żółty kolor oraz sportowe felgi, ale to ozdoby, a nie stylizacja mająca na celu uzyskanie jakiejś dodatkowej siły docisku. Do 140 KM nie jest ona potrzebna. W środku sportowe też są raczej akcenty, a nie całość. Lepiej trzymają fotele, kierownica ma stosowne przeszycia. A o tym, że to Swift Sport informuje zestaw dedykowanych wersji zegarów z dominującym czerwonym obrotomierzem. Reasumując, to auto to zaawansowany amator sportu, a nie wyczynowy sportowiec. Czy to nie lepiej?

No właśnie lepiej, zważywszy jakie cele postawiło sobie (jako konstruktorowi) Suzuki. Japończykom nie chodziło o twarde auto, którym jazda będzie nieznośna, ale mieszczucha oferującego „wartość dodaną” w postaci sportowych emocji. By to uzyskać, obniżyli wagę auta. Zastosowali więc najbardziej sportowy ze sportowych zabiegów. Swift Sport jest o 200-300 kg lżejszy od wymienionych konkurentów. Nie wyprzedzi ich na prostej, spod świateł, ale i tak osiągi ma zacne, zważywszy na moc. Do 100 km/h przyspiesza w 8 sekund, a jego prędkość maksymalna wynosi 210 km/h. Kiedy jedzie się ostro, pali ok. 8 litrów benzyny na 100 km. A kiedy delikatnie, o dwa litry mniej.

Swift Sport, przez brak agresji, jest jednocześnie bezpieczny, dobry do jazdy na co dzień, przyjemny nawet na wyboistych drogach. Tego ostatniego nie da się powiedzieć o żadnym z konkurentów. Zawieszenie jest doskonale precyzyjne, podobnie jak układ kierowniczy. Jeśli do czego można się przyczepić, to do dźwięku silnika. Pod tym względem konstruktorzy nie popisali się, auto nie brzmi nawet odrobinę sportowo, chyba, że piłuje się je non-stop na najwyższych obrotach.

Generalnie, mimo tych wszystkich sportowych gadżetów, Swift Sport to całkiem praktyczne i poręczne miejskie auto, a jego zawieszenie zapewnia zupełnie niesportowy komfort jazdy. Zupełnie niesportowy jest też dźwięk silnika – tego prawdziwym miłośnikom sportowych aut może w tym modelu brakować najbardziej. To auto po prostu nie brzmi, mimo wyglądających rasowo końcówek wydechu.

Suzuki jest jak na topową wersję bogato wyposażone. Ma automatyczną klimatyzację, system multimedialny z kamerą cofania i nawigacją, adaptacyjny tempomat, podgrzewane fotele, bezkluczykowy dostęp i najpotrzebniejsze systemy bezpieczeństwa. To wszystko za cenę 79 900 zł.

Co w nim najważniejsze? Bardzo przyjemnie się jeździ, zarówno sportowo, jak i na co dzień. Manualna skrzynia biegów pozwala na poczucie się, jak w aucie sportowym. A zawieszenie zestrojone jest odpowiednio, ani za twardo, ani za miękko. Dla początkujących sportowców idealnie. Ale także dla tych, którzy lubią pojechać szybciej wtedy, kiedy chcą, a nie bez przerwy, do czego skłaniają mocniejsi konkurenci.

Czytaj także:
Dlaczego świat oszalał na punkcie Suzuki Jimny'ego?

Czytaj także