BMW Z4 M40i. Zabraliśmy go na tor

BMW Z4 M40i. Zabraliśmy go na tor

Dodano: 
BMW Z4 M40i
BMW Z4 M40i / Źródło: BMW
Był wybór. Albo tym autem będziemy budzili cmoknięcia zachwytu w centrum Warszawy, albo sprawdzimy, co tak naprawdę potrafi. Zdecydowaliśmy się na to drugie i pojechaliśmy na Tor Łódź.

BMW Z4 to przedstawiciel wymierającego gatunku. Roadster, czyli samochód niepraktyczny. Ani nikogo się w nim nie przewiezie, ani nie spakuje nic do bagażnika, ani na luzie nie podjedzie pod wysoki krawężnik. Na dodatek zamożni kupują dziś ogromne i mocarne SUV-y, właśnie, żeby potrafiły we wszystkie wyżej wymienione oczekiwania.

Jednak od czego pasja? O ile SUV-y emocji nie budzą, chyba tylko u tych, którzy wiedzą, ile kosztują, o tyle roadstery zawsze budziły i budzić będą, dopóki będą istniały. Otwierany dach, pozwalający przemieszczać się z wiatrem we włosach, zwarta kompaktowa sylwetka, do tego niski środek ciężkości i niemal na ziemi ustawione fotele. Plus szczypta niepraktyczności i już wiadomo, że właściciel żyje nie tylko po to, żeby odkładać, ale także (niektórzy przede wszystkim), żeby korzystać z życia.

Roadstery i generalnie auta z otwieranym dachem, to magnes na spojrzenia, także płci przeciwnej, pokaz statusu, gadżet. Wiele z nich – jeśli nie większość – ma jednak sportowe osiągi, które są rzadko wykorzystywane. My postanowiliśmy sprawdzić te osiągi. Kilka dni przemieszczania się po mieście naprawdę wystarczyło, pojawił się więc pomysł, żeby udać się na tor.

Jest taki jeden, niedaleko Strykowa, pod Łodzią. To niewielki, ale wdzięczny obiekt, oficjalnie nazywa się Ośrodek Doskonalenia Techniki Jazdy Tor Łódź. Nitka toru ma 1,5 km, jest na niej kilkanaście zakrętów, w tym co najmniej 3 bardzo zdradliwe. Regularnie odbywają się na nim track days, eventy, konferencje, pokazy. Można go też wynająć prywatnie.

Ze względu na wielkość, tor jest zdecydowanie odpowiedniejszy dla szybkich gokartów, niewielkich aut i motocykli, których kierowcy chcą się po prostu podszkolić. A my i tak postanowiliśmy sprawdzić na nim tylnonapędowe auto o naprawdę potężnej mocy. Jak wyszło?

Sama droga na tor była ciekawa, bo całą trasę z Warszawy do Łodzi przejechaliśmy w trybie Eco. Tak tylko, żeby sprawdzić, czy spokojna jazda ma w takim aucie sens. Odpowiedź jest prosta: ma. A ściganie się na A2 między stolicą, a trzecim miastem w Polsce nie ma żadnego sensu. TIR-y, kierowcy wariaci, przedstawiciele handlowi. Oni naprawdę nie jeżdżą bezpiecznie.

Wreszcie dotarliśmy. Na samym torze odbyło się krótkie szkolenie, co wolno, a czego nie. W związku z tym, że Z4 M40i ma miękki dach, obowiązuje kask. Założyliśmy i wtedy… zaczął padać rzęsisty deszcz.

Czy to katastrofa? Weźcie tylko pod uwagę, że nasza Z4 miała napęd na tył, wyłącznie. 340 koni mechanicznych przenoszonych przez 8-biegową przekładnię na jedną oś, obutą w opony Michelin. No cóż, pół godziny to był prawdziwy taniec na lodzie. Każde kolejne dodanie gazu w ciasnych zakrętach powodowało poślizg. W związku z tym, że po torze jeździły też inne auta, nie odważyliśmy się ani wyłączyć systemu kontroli trakcji, ani nawet ustawić auta w innym trybie niż komfort. Liczyliśmy, że tor wyschnie.

I tak się stało. Po pół godzinie, może 45 minutach asfalt był całkiem suchy, poza dwoma zakrętami. Opony były rozgrzane, można było wreszcie poczuć na co stać ten samochód. A – wierzcie – stać na wiele. BMW Z4 dostępne jest silnikami 20i i 30i o mocach 197 i 258 KM. Mocne auta, ale na miasto. Natomiast Z4 M40i została wykonana jakby pod maksymę BMW, która brzmi „radość z jazdy”. Samochód ustępuje chyba tylko małemu M2 Competition, który jest najbardziej chwalonym autem z Bawarii ostatnich lat (no i M5, ale to nieco inna bajka).

Dwusprzęgłowa skrzynia w trybie sportowym reaguje błyskawicznie. Układ kierowniczy działa precyzyjnie i nie spóźnia się, choć jest może nieco zbyt grzeczny. Pamiętajcie, że Tor Łódź jest naprawdę jednym wielkim zakrętem. Moc dostępna jest natychmiast po naciśnięciu pedału gazu i kierowca ma wrażenie, że nigdy się nie kończy. Co ważne, auto podczas takiej jazdy jest wyjątkowo wytrzymałe, po prostu się nie męczy.

Jak przystało na roadstera, BMW Z4 M40i można używać jako gadżetu, ale na torze sprawdza się doskonale. Opony się niszczą, auto spala niebywałe ilości paliwa (¾ baku na 2 godziny), za to zabawy jest mnóstwo. Tym bardziej, że tryby Sport, Sport Plus i Individual naprawdę zmieniają charakterystykę auta, dostarczając więcej i więcej radochy.

W połowie jazdy pozwoliliśmy samochodowi odpocząć. Ani wcześniej, ani później nie był katowany, ale wykorzystaliśmy okazję, by zebrać opinię od innych, którzy byli na torze. BMW Z4 podoba się, choć nie tak, jak poprzedni model, a już na pewno nie tak, jak Z3, znany samochód Jamesa Bonda. A może to tylko nostalgia za starymi czasami? W każdym razie jednym się auto podobało, innym mniej. Dominowała opinia, że z zewnątrz jest wystarczająco agresywne, a w środku zaskakująco grzeczne. Na tą obserwację odpowiedzieliśmy, że właściciel na torze nie spędza ani chwili albo bardzo ich niewiele, zatem potrzebuje komfortu. A sport kryje się we właściwościach jezdnych, hamulcach (fantastyczne), mocy i elastyczności silnika oraz ustawieniach zawieszenia.

Bo w środku jest ultranowocześnie, auto wyposażone jest w system multimedialny, najnowszy w BMW, kamery, czujniki, aktywny tempomat i gadżety pozwalające zapomnieć, jak wartościowym przedmiotem się porusza. A skoro jesteśmy przy cenie. Najtańsze BMW Z4 kosztuje 201 tys. zł. Wersja Z4 M40i 306 tys. zł. Ale już za naprawdę dobrze wyposażone auto (takie wzięliśmy na tor), trzeba zapłacić ok. 400 tys.

Oby takie auta, tańsze i droższe – Mazda MX-5, Fiat 124 Spider, Jaguar F-Type – istniały i oby było ich jak najwięcej. Bo ubarwiają drogi, sprawiają, że na ulicach jest ładniej i mniej banalnie. Jak się okazuje, wciąż jest wielu, którym na tego typu samochodach zależy i wciąż są firmy, które chcą im zaoferować emocje.

Na koniec kilka uzupełniających cyferek. BMW Z4 M40i przyspiesza do 100 km/h w 4,5 sekundy. Prędkość maksymalna auta wynosi 250 km/h i gdyby nie ogranicznik elektroniczny, byłaby większa. Rozkład masy w tylnonapędówce jest idealny, to 50:50. A pojemność bagażnika wynosi 281 litrów. Cenę już podaliśmy, zatem ostateczna ocena należy do was.

Czytaj także:
Waga lekka. Test Suzuki Swift Sport

/ Źródło: BMW

Czytaj także