Rolę dużych pakownych samochodów dawniej pełniły minivany. Miało być przestronnie, praktycznie i niezbyt drogo. Właśnie dlatego Europejczycy pokochali Renault Scenica i Espace albo Volkswagena Sharana. Takich nazw można wymieniać więcej: Opel Zafira, Ford Galaxy, Toyota Corolla Verso…
Potem przyszła moda na SUV-y i wszystko zaczęło się zmieniać. Były wyższe, miały bardziej masywną sylwetkę i dawały kierowcy poczucie spoglądania na innych z góry. Często były przy tym trochę mniej przestronne, miały mniejszy bagażnik, ale nadrabiały wyglądem, większym prześwitem i lepszym radzeniem sobie na gorszych drogach. Klientom ten układ bardzo się spodobał.
Skoda Kodiaq jest jednym z najlepszych przykładów tego, jak rodzinny SUV przejął dziś rolę dawnego minivana. Ma być duży, wygodny, pojemny i prosty w codziennym użytkowaniu, ale przy okazji wyglądać znacznie bardziej terenowo, choć w teren z napędem na przód, strach go zabrać.
Ewolucja Kodiaqa
Pierwsza generacja zadebiutowała w 2016 r. i przez lata zrobiła sporą karierę. Sprzedano ponad 870 tys. egzemplarzy. Druga generacja weszła do sprzedaży w 2024 r. i szybko podtrzymała ten wynik. Już w 2025 r. Kodiaq był drugim najlepiej sprzedającym się modelem Skody na świecie. W Polsce również pozostaje jednym z najpopularniejszych aut marki, bo liderem pozostaje Octavia.
Sam pomysł na auto pozostał taki sam, ale Kodiaq urósł, dostał nowocześniejsze wnętrze i szerszy wybór napędów. Po raz pierwszy pojawiła się też hybryda plug-in o mocy 204 KM. I właśnie taka wersja trafiła do naszej redakcji.
Galeria:
Skoda Kodiaq PHEV 2026/2027
Największy SUV Skody
Nowa Skoda ma 4758 mm długości, 1864 mm szerokości i rozstaw osi 2791 mm. Na parkingu nie jest małym samochodem, ale warto też zauważyć, że zapewne nie będzie największym z tych stojących obok. Na rynku pojawia się coraz więcej modeli przekraczających pięć metrów.
Najważniejsze jest jednak to, co udało się zrobić w środku i to bez przesadnego rozrastania się nadwozia. Z przodu miejsca jest bardzo dużo, a jeszcze lepiej wypada drugi rząd. Kanapę można przesuwać, więc przestrzeń można dzielić między pasażerów i bagażnik. Nawet za wysokim kierowcą dorosły pasażer nie powinien narzekać na przestrzeń kolana.
To nadal jedna z największych zalet Kodiaqa. Chętni na hybrydę powinni jednak zwrócić uwagę na pewną bardzo ważną rzecz...
![]()
Hybryda plug-in ma tylko pięć miejsc
Kodiaq wyłącznie z silnikiem spalinowym może być siedmioosobowy. PHEV już nie. Akumulator i elementy układu hybrydowego zabierają przestrzeń, w której normalnie znajduje się trzeci rząd siedzeń. Zmniejsza się też bagażnik. Zamiast 910 litrów w pięcioosobowym Kodiaqu z klasycznym napędem mamy 745 litrów. To nadal bardzo dużo, więc trudno mówić o poważnym problemie, ale różnica wynosi aż 165 l.
Jeżeli więc ktoś chce Kodiaqa właśnie dlatego, że potrzebuje czasami sześciu albo siedmiu miejsc, hybryda plug-in odpada już na starcie. Podobnie jest z napędem. PHEV występuje wyłącznie z napędem na przednie koła.
![]()
Wnętrze jest funkcjonalne
Druga generacja jest zdecydowanie bardziej nowoczesna. Na środku deski może znaleźć się 13-calowy ekran, przed kierowcą są cyfrowe zegary, a wiele ustawień przeniesiono do systemu multimedialnego. Na szczęście Skoda nie poszła tak daleko, jak część konkurentów. Pod ekranem zostały trzy pokrętła z małymi wyświetlaczami. Można nimi sterować temperaturą, głośnością i kilkoma innymi funkcjami. Pomysł jest dobry, choć nie aż tak intuicyjny, jak trzy zwykłe pokrętła odpowiadające zawsze za to samo. Środkowe trzeba przełączać pomiędzy funkcjami i na początku chyba każdemu zdarzy się zerknąć w dół, żeby upewnić się, co właściwie w tym momencie przełącza.
Część ustawień nadal trzeba też „wyciągać” z ekranu. Dotyczy to choćby poziomu rekuperacji. Skrót jest łatwo dostępny, ale łopatki przy kierownicy byłyby wygodniejszym rozwiązaniem.
Materiały są w większości przyjemne, choć nie wszędzie. W dolnych częściach kabiny znajdziemy twarde tworzywa. Pamiętajmy, że to jednak nie jest model z segmentu premium. Materiałowe siedzenia w testowanym egzemplarzu nie należą do najwygodniejszych. W dłużej trasie jest to dość odczuwalne.
![]()
Silnik 1.5 o mocy 204 KM
Układ napędowy łączy benzynowe, czterocylindrowe 1.5 TSI o mocy 150 KM z silnikiem elektrycznym umieszczonym przy sześciobiegowej przekładni DSG. Łącznie daje to 204 KM. Od 0 do 100 km/h Kodiaq przyspiesza w 8,4 s. To zupełnie wystarczająco do normalnej jazdy, choć oczywiście nie należy spodziewać się sportowych wrażeń.
Selektor trybów jazdy umieszczony przy kierownicy nie jest najwygodniejszym i najpraktyczniejszym rozwiązaniem. Dużo lepiej sprawdziłby się w środkowym panelu, tak jak chociażby w Octavii.
Pamiętajmy, że hybryda plug-in musi ważyć swoje. W zależności od konfiguracji PHEV osiąga na wadze od 1838 kg w górę (i to bez pasażerów i bez bagaży). Przy spokojnym przemieszczaniu się zupełnie to nie przeszkadza, ale po mocniejszym wciśnięciu gazu czuć, że układ z relatywnie małym silnikiem ma do rozpędzenia spory samochód. Najlepiej Kodiaq wypada przy łagodnym obchodzeniu się z pedałem przyspieszenia. Wtedy silnik elektryczny daje natychmiastową reakcję, samochód rusza bardzo płynnie i jest cichy.
Przy mocnym przyspieszaniu pojawia się już więcej zastrzeżeń. 1.5 TSI wchodzi na wyższe obroty i zaczyna być wyraźnie słyszalne, a DSG czasami za długo zastanawia się nad doborem przełożenia. Zdarza się też krótka chwila zawahania, gdy po jeździe elektrycznej silnik spalinowy musi ponownie dołączyć do pracy. Nie jest to mocne szarpanie ani coś, co przeszkadza podczas każdej jazdy. Po prostu układ nie zawsze sprawia wrażenie równie płynnego, jak wtedy, gdy poruszamy się wyłącznie na prądzie.
![]()
Przedni napęd czasem o sobie przypomina
Silnik elektryczny reaguje od razu, a cała moc trafia na przednią oś. Przy spokojnym ruszaniu nie ma z tym problemu, ale na mokrym asfalcie lub przy dynamicznym wyjeździe ze skrzyżowania przednie koła potrafią chwilę poszukać przyczepności. W Kodiaqu o rodzinnym charakterze trudno traktować to, jak wielką wadę, ale można czasami sobie przypomnieć, dlaczego przy tej masie napęd 4x4 byłby mile widziany. Szczególnie że mówimy o dużym SUV-ie, który część klientów kupuje właśnie z myślą o zimowych wyjazdach, nartach albo gorszych drogach.
Na prądzie najlepiej
Akumulator ma 25,7 kWh pojemności brutto. Według Skody pozwala przejechać do nawet 120 km bez uruchamiania silnika benzynowego. Realny wynik zależy mocno od warunków. Przy spokojnej jeździe i dobrej temperaturze można zbliżyć się do 100 km. Jeżeli ktoś pokonuje 30-60 km dziennie i ma gdzie ładować samochód w domu albo pracy, większość takich tras może przejeżdżać na prądzie. Wtedy Kodiaq jest cichy, płynny i po prostu przyjemniejszy niż podczas jazdy z pracującym 1.5 TSI. Jeżeli natomiast nie mamy gdzie go regularnie ładować, sens zakupu szybko maleje. Wozimy wtedy ciężki akumulator, tracimy trzeci rząd siedzeń i napęd 4x4, a największej zalety PHEV-a właściwie nie wykorzystujemy.
![]()
Ładowanie DC to dobry pomysł, ale…
Kodiaq PHEV przyjmuje do 11 kW przy ładowaniu AC. Pełne uzupełnienie akumulatora zajmuje około 2,5 godziny. Ma też dość rzadką w hybrydach możliwość szybkiego ładowania DC z mocą do 50 kW. Od 10 do 80% można naładować go w około 25 minut. Pamiętajmy, że przy cenach energii na szybkich publicznych ładowarkach korzystanie z DC tylko po to, żeby za wszelką cenę dalej jechać na prądzie, nie zawsze będzie miało ekonomiczny sens. Najlepszy scenariusz dla tego auta to nadal ładowanie w domu, najlepiej z tańszą energią, np. z fotowoltaiki.
Ile pali hybryda?
Przy dłuższej trasie i rozładowanym akumulatorze trzeba liczyć około 7-9 l/100 km, zależnie od prędkości i warunków. Przy 140 km/h wynik będzie bliższy tej górnej granicy. Oczywiście, częsta jazda z naładowaną baterią znacznie obniża te wyniki i zbliża je do katalogowych, robiących wrażenie wartości na poziomie 1,5 litra na 100 km.
Duży, rodzinny SUV
Kodiaq prowadzi się dokładnie tak, jak można oczekiwać od dużego rodzinnego SUV-a. Układ kierowniczy jest lekki, samochód jest przewidywalny, a na szybkiej drodze zachowuje dobrą stabilność. Jest bardzo przyzwoicie wyciszony także przy prędkościach autostradowych. Zawieszenie jest dość miękkie. Na większych nierównościach działa dobrze, ale na 19-calowych kołach drobne poprzeczne uskoki i seria mniejszych nierówności potrafią wywołać lekkie podskakiwanie. Lepiej nie dopłacać do jeszcze większych obręczy.
![]()
Hamulce mogłyby działać bardziej naturalnie
W hybrydach plug-in zawsze trzeba pogodzić hamowanie rekuperacyjne z klasycznymi hamulcami. Kodiaq robi to poprawnie, ale nie idealnie. Przy delikatnym hamowaniu trudno mieć większe uwagi. Przy mocniejszym naciskaniu pedału moment przejścia pomiędzy odzyskiwaniem energii a hamulcami ciernymi bywa jednak wyczuwalny. Siła hamowania nie zawsze narasta tak liniowo, jak można by oczekiwać. Po kilku dniach można się przyzwyczaić, ale zwykłe wersje Kodiaqa dają pod tym względem nieco bardziej naturalne odczucia.
Kodiaq PHEV ma sens, ale... pod warunkiem
Pomysł na Skodę Kodiaq wciąż bardzo dobrze się sprawdza. Kabina jest ogromna, drugi rząd bardzo przestronny, bagażnik mimo akumulatora mieści 745 l, a do samochodu wygodnie się wsiada i wygodnie „montuje się” dzieci w fotelikach. Hybryda plug-in daje możliwość codziennej jazdy na prądzie i zasięg elektryczny, który naprawdę wystarcza już nie tylko na kilka kilometrów po mieście.
![]()
Jednocześnie to zawsze „coś za coś”. Nie ma siedmiu miejsc, nie ma 4x4, samochód waży sporo, a 204 KM po załadowaniu auta „po dach” mogą niektórym nie wystarczać. Do tego układ napędowy przy mocniejszym traktowaniu potrafi być trochę niezdecydowany, 1.5 TSI staje się głośniejsze, a na mokrej nawierzchni przedni napęd ma momentami sporo pracy.
Wyprzedaż rocznika
Kodiaq Selection z benzynowym 2.0 TSI 204 KM 4x4 kosztuje w wyprzedaży rocznika 179 650 zł, a PHEV 1.5 TSI 204 KM wyceniony jest na 182 300 zł. Dopłata jest więc kosmetyczna. W wersji Drive cennik jest jeszcze ciekawszy, bo PHEV kosztuje 173 750 zł, podczas gdy benzynowe 2.0 TSI 204 KM 4x4 – 187 100 zł. Hybryda jest więc… 13 250 złotych tańsza! Wersja Sportline, która będzie najlepiej wyglądać na drodze to wydatek rzędu 188 500 zł. O ile przed obniżkami wszystkie wersje PHEV przekraczały budżet 200 tysięcy złotych, o tyle w wyprzedaży rocznika 2026 r. wszystkie wersje kosztują mniej niż wspomniana kwota.
Oczywiście nie porównujemy identycznych samochodów, bo wersja benzynowa ma napęd 4x4, którego PHEV nie oferuje. Mimo wszystko różnice pokazują, jak bardzo zmieniły się ceny takich napędów. Dopłata do hybrydy plug-in przestała być argumentem, który od razu stawia sens jej zakupu pod znakiem zapytania.
Czy więc PHEV to najbardziej sensowna wersja Kodiaqa? Wszystko zależy od tego, kto zadaje takie pytanie. Kierowca robiący duże przebiegi autostradowe powinien nadal spojrzeć na diesla, a ktoś potrzebujący napędu 4x4, chociażby na benzynowe TSI.
Jeżeli jednak samochód przez większość tygodnia krąży między domem, szkołą i pracą, a mamy dostęp do ładowarki, warto przemyśleć właśnie hybrydę „z wtyczką”. Zwłaszcza przy promocyjnym cenniku… i obecnych cenach paliw.
Skoda Kodiaq PHEV 204 KM – dane techniczne
| Parametr | Dane |
| Silnik | 1.5 TSI, R4, turbo |
| Moc silnika spalinowego | 150 KM |
| Moc systemowa | 204 KM |
| Skrzynia biegów | automatyczna DSG, 6-biegowa |
| Napęd | przedni |
| Akumulator | 25,7 kWh brutto |
| Zasięg elektryczny | do ok. 120 km WLTP |
| Ładowanie AC | do 11 kW |
| Ładowanie DC | do 50 kW |
| DC 10-80% | ok. 25 min |
| 0-100 km/h | 8,4 s |
| Prędkość maksymalna | 210 km/h |
| Długość | 4758 mm |
| Szerokość | 1864 mm |
| Wysokość | ok. 1659 mm |
| Rozstaw osi | 2791 mm |
| Bagażnik | 745-1945 l |
| Zbiornik paliwa | 45 l |
| Liczba miejsc | 5 |
| Cena od | 173 750 zł |
Czytaj też:
Fiat pokazał nowe SUV-y. Cena 87 tysięcy złotych Czytaj też:
Toyota ostro obniżyła ceny. Mały SUV za 81 tysięcy złotych
