Już za... 2100 lat wszyscy będziemy w Polsce jeździć elektrykami. Matematyki nie oszukasz

Już za... 2100 lat wszyscy będziemy w Polsce jeździć elektrykami. Matematyki nie oszukasz

Ładowarka. Samochód elektryczny
Ładowarka. Samochód elektryczny Źródło: Porsche, Ionity
Jeżeli tempo rejestracji aut elektrycznych w Polsce nie przyspieszy, a będzie się utrzymywać na dzisiejszym poziomie, wszystkie samochody na naszych drogach będą zeroemisyjne za około... 2100 lat – wyliczyła firma SPIE Building Solutions.

Całkowity zakaz sprzedaży samochodów spalinowych od 2035 roku i zastąpienie ich zeroemisyjnymi to jedno z ambitnych założeń unijnego pakietu klimatycznego „Fit For 55”. W praktyce oznacza to, że po tym terminie możliwa będzie rejestracja jedynie pojazdów o napędzie w pełni elektrycznym (BEV) lub wodorowym (FCEV), a zakaz będzie dotyczył też popularnych w naszym kraju hybryd. Jednocześnie ustawodawca oczekuje, że już w 2030 roku koncerny motoryzacyjne zmniejszą emisję produkowanych i sprzedawanych pojazdów o 55 proc. Poza granicami Unii Europejskiej są jednak kraje, które do kwestii zanieczyszczeń i silników spalinowych podchodzą jeszcze bardziej rygorystycznie. W Norwegii formalny zakaz całkowitej sprzedaży aut z napędem konwencjonalnym ma nastąpić już w 2025 roku. Decyzja i tak wydaje się spóźniona w stosunku do preferencji norweskich kierowców, którzy od dłuższego czasu masowo przesiadają się na zeroemisyjne środki transportu.

Elektryki dla bogatych

Przykład Norwegii potwierdzają wnioski raportu ACEA (Europejskie Stowarzyszenie Producentów Samochodów) o ścisłej korelacji między zainteresowaniem konsumentów elektromobilnością, a wysokością PKB kraju, w którym mieszkają. Podobnie jest w Unii Europejskiej - ponad 80 proc. popytu na samochody elektryczne jest generowana przez sześć państw o najwyższym stopniu zamożności.

Jak na tym tle wygląda Polska? – W Polsce także następuje stały wzrost zainteresowania elektromobilnością i tego typu pojazdy będą w coraz to większym stopniu widoczne na drogach. Projekt Unii Europejskiej dotyczący zakazu sprzedaży aut spalinowych od 2035 roku przyspieszy ten proces. Wraz z dużym wzrostem liczby pojazdów elektrycznych równolegle, ale szybciej, musi być rozwijana infrastruktura do ich ładowania – mówi Karol Kubiak ze SPIE Building Solutions, ekspert w zakresie elektromobilności.

Wszystkie auta elektryczne za... 2100 lat

Jak podaje firma SPIE Building Solutions, powołując się na dane Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców, obecnie w Polsce zarejestrowanych jest około 24,3 mln samochodów. Jedynie 2,7 proc. z nich stanowią auta w pełni elektryczne (dodajmy, że według analiz IBRM Samar opartych na danych z CEPiK, po oczyszczeniu parku z tzw. martwych dusz, na koniec 2021 r. w Polsce zarejestrowanych było 19,3 mln samochodów osobowych). Dla porównania w Norwegii odsetek ten wynosi 12 proc., a średnia dla całej Unii Europejskiej to 10 proc.

Według analiz IBRM Samar w I półroczu 2022 roku w Polsce zarejestrowanych zostało 4 810 nowych aut osobowych typu BEV, o 99 proc. więcej niż w takim samym okresie 2021 roku. Pomimo że zainteresowanie elektrykami stopniowo rośnie, to wymiana wszystkich środków transportu na zeroemisyjne wciąż postępuje zdecydowanie za wolno. Jak twierdzą przedstawiciele firmy SPIE Building Solutions, przy aktualnym tempie rejestracji nowe, w pełni elektryczne auta, zdominują polskie drogi za około 2100 lat.

Konieczne są szybkie inwestycje w infrastrukturę

Cena auta elektrycznego, a szczególnie tego zasilanego wodorem, wciąż kilkukrotnie przewyższa cenę pojazdu wyposażonego w napęd tradycyjny. Brakuje też infrastruktury. – Dla posiadaczy samochodów z napędem bateryjnym główną barierą jest niewystarczająca infrastruktura ładowania. Przez ostatni rok liczba ogólnodostępnych stacji, gdzie kierowcy mogą podładować swój samochód, powiększyła się jedynie o 40 proc. i według Licznika Elektromobilności wynosiła na koniec czerwca 2022 roku 2232. Rośnie zatem wolniej niż liczba rejestracji elektrycznych pojazdów. W Polsce funkcjonuje obecnie niewiele ponad 1 proc. spośród ok. 200 tys. punktów działających na terenie Unii Europejskiej. Co więcej, duża część stacji ładowania to takie, na których kierowcy zmuszeni są spędzić więcej czasu, bo wykorzystuje się tam AC, czyli ładowanie wolniejsze – zauważa Karol Kubiak.

Kwestią budzącą duże obawy wobec przesiadki z samochodów z napędem tradycyjnym na zeroemisyjny jest też zasięg pojazdów elektrycznych. Podczas podróży autem konwencjonalnym nie zastanawiamy się nad dostępnością stacji benzynowych po drodze. Inaczej wygląda to obecnie w przypadku użytkowników samochodów elektrycznych, którzy planując dalszą podróż, muszą wziąć pod uwagę czy przy obranej trasie będzie, gdzie naładować auto. Stąd też wraz ze wzrostem podaży i promocją popytu na auta zeroemisyjne musi być równolegle rozwijana infrastruktura do ich szybkiego ładowania.

Stacje ładowania w domach i biurach

Tym, co w przypadku infrastruktury do ładowania aut elektrycznych napawa optymizmem, jest fakt, że w rzeczywistości całkowita liczba punktów jest zdecydowanie większa, chociaż trudna do oszacowania. Do ich ogólnodostępnej liczby trzeba bowiem dodać te, które funkcjonują na potrzeby własne np. biurowców, fabryk czy osób indywidualnych. Możliwość ładowania samochodu w firmie lub w domu stanowi dużą przewagą elektryków nad autami spalinowymi. Nie eliminuje to jednak konieczności korzystania w czasie podróży z punków ogólnodostępnych. – Obok spadku cen pojazdów o sukcesie elektromobilności zadecyduje zarówno wzrost zasięgów aut, jak i rozwój infrastruktury technicznej do ich ładowania. Dostrzega to też Komisja Europejska, planując uruchomienie miliona takich punktów do 2025 roku – mówi ekspert firmy SPIE Building Solutions.

Czytaj też:
Witamy w nowych czasach. Nowe Porsche Taycan to po prostu aktualizacja oprogramowania

Źródło: SPIE Building Solutions, IBRM Samar
 0

Czytaj także