Gotowy do jazdy Niken waży ok. 260 kg, a napędzający go silnik o pojemności 850 cm3 generuje 115 KM mocy. Te dane, gdy leżą na papierze, nie są w stanie przyprawić nikogo o zachwyt. Wystarczy jednak przełożyć nogę nad tym potworkiem i przejechać dosłownie kilkaset metrów, by stwierdzić, że nie mają one żadnego znaczenia.
Dlaczego? Po pierwsze motocykl jest tak wyważony, że z jeźdźcem ważącym ok. 70 kg tworzy idealny rozkład masy 50/50 pomiędzy dwoma przednimi kołami a tylną osią. Ten fakt, w połączeniu z niesamowicie neutralnym przednim zawieszeniem sprawia, że jakakolwiek nadwaga znika już przy parkingowych prędkościach i czuć ją jedynie podczas manewrów, w trakcie których do napędu musimy użyć własnych nóg (np. cofanie). Po drugie trzycylindrowy silnik, pochodzący w prostej linii z motocykli z serii MT-09, został nieco przekonstruowany, co spowodowało, że rzędowa trójka oddaje moc płynnie i bardziej aksamitnie. Nie brakuje jej przy tym rysujących banana na twarzy emocji związanych z zadowalającymi przyspieszeniami.
Silnik ciągnie równo od samego dołu, nie dając powodów do rozczarowania również w górnym zakresie obrotów. Jego charakterystyka wydaje się być idealnie dopasowana do całości konstrukcji, a chrapliwy odgłos dobywający się z niezbyt urodziwej końcówki wydechu, pozwala odnieść wrażenie, ze ten potworek potrafi być niegrzeczny. Do wyboru są trzy tryby pracy. Pełna moc, złagodzona charakterystyka oraz tryb do jazdy po mokrym.
![]()
Również kontrola trakcji tylnego koła posiada dwa tryby. Pierwszy z nich pozwala na kontrolowane uślizgi tylnego koła, drugi kastruje zapędy do jazdy we flat-trackowym stylu w zarodku. Najważniejsze jednak w tym oryginalnym pojeździe jest przednie zawieszenie oparte o układ drążków równoległych oraz aż cztery rury teleskopowe. Wszystko po to, by stworzyć wrażenie cięcia zakrętów z niespotykaną w jednośladach pewnością i jednoczesnym komfortem psychicznym.
Myślą przewodnią konstruktorów była jazda na nartach carvingowym, których specjalna konstrukcja pozwala na precyzyjne slalomy po stoku. Trzeba przyznać, że coś w tym jest, bo Niken po prostu zachęca do odkręcenia gazu przed zakrętem, by pochylić go jeszcze mocniej. Całe to inżynieryjne ustrojstwo zostało tak dopracowane, że podczas jazdy zapominasz o dwóch przednich kołach.
Wszystko dzieje się naturalnie, przewidywalnie i wręcz intuicyjnie. System LMV o swojej obecności informuje dopiero, gdy przejeżdżamy nierówności. Studzienki, koleiny oraz inne niedoskonałości są jakby połykane, nie przenosząc na kierownice praktycznie żadnych reakcji – zupełnie inaczej niż w przypadku klasycznych rozwiązań. Jedynie standardowe tylne zawieszenie oparte na wahaczu ze stopów lekkich oraz centralnym amortyzatorze daje znać, o tym, że nie jedziemy po stole.
Musze przyznać, że, choć nie mam problemów z wyciąganiem maksimum przyczepności jaką daje przednia opona w motocyklu na zakręcie, to Niken kupił mnie i wydaje mi się, że zrozumiałem jaki cel przyświecał konstruktorom Yamahy, tworząc tego dziwoląga. Dzięki tej maszynie nie musisz mieć za sobą wielu tysięcy kilometrów spędzonych na pokonywanie zakrętów w przeróżnych warunkach, by cieszyć się jazdą w głębokich złożeniach i nadal czuć się pewnie, zostawiając zbędny stres w pracy.
![]()
Co więcej, doświadczeni motocykliści nie muszą obawiać się nudy na tej maszynie. Zabawa jest przednia, a jedyne co może powstrzymać przed przełożeniem nogi nad Nikenem to jego dla niektórych mocno kontrowersyjny wygląd, lub jego cena. Motocykl ma kosztować niecałe 65 tysięcy złotych. W zamian jednak dostajemy zupełnie niepowtarzalny pojazd, który sprawdza się świetnie nie tylko w przykuwaniu uwagi przechodniów, ale również w dawaniu radości z jazdy – zwłaszcza na pokręconych jak cygański bicz serpentynach.
Galeria:
Yamaha Niken
Autor: Piotr Ganczarski