Wraca temat normy Euro 7. Ministrowie będą debatować, branża z nią walczy

Wraca temat normy Euro 7. Ministrowie będą debatować, branża z nią walczy

Spaliny w aucie
Spaliny w aucieŹródło:Unsplash
Ministrowie odpowiedzialni za rynek wewnętrzny i przemysł w państwach UE spotkają się 25 września 2023 roku w Brukseli, by przyjąć tzw. podejście ogólne Rady UE w sprawie normy emisji Euro 7. Wprowadzenie nowych regulacji jest radykalnie krytykowane przez branżę motoryzacyjną, która solidarnie robi wszystko, by je powstrzymać.

Jak poinformowano w komunikacie Rady UE (który jest omawiany obszernie przez ekspertów z IBRM Samar), ministrowie będą dążyć do wypracowania tzw. podejścia ogólnego w sprawie normy emisji Euro 7. Zaproponowane wcześniej przez Komisję Europejską rozporządzenie, ustanawiające nową normę, zastąpić ma poprzedni dokument dotyczący Euro 6 (w odniesieniu do samochodów osobowych i dostawczych oraz pojazdów lekkich) i rozporządzenie Euro VI (w odniesieniu do pojazdów ciężarowych oraz pojazdów ciężkich). Dzięki temu emisje z obu typów pojazdów mają zostać uregulowane pojedynczym aktem prawnym.

Auta będą zdecydowanie droższe

Pisaliśmy o tym w Auto.Wprost.pl, ale przypomnijmy. Już w maju 2023 roku Europejskie Stowarzyszenie Producentów Samochodów (ACEA) alarmowało, proponowane przez KE rozporządzenie dotyczące Euro 7 radykalnie zwiększy koszty produkcji samochodów osobowych, dostawczych, ciężarowych i autobusów. Zdaniem Stowarzyszenia, badanie przeprowadzone przez Frontier Economics szacuje koszty w przeliczeniu na pojazd na około 2000 euro – w przypadku samochodów osobowych i dostawczych z silnikiem spalinowym i – blisko 12 000 euro w przypadku ciężarówek i autobusów z silnikiem wysokoprężnym. Liczby te są od 4 do 10 razy wyższe niż szacunki Komisji Europejskiej zawarte w ocenie skutków wprowadzenia Euro 7 (180-450 euro dla samochodów osobowych i dostawczych oraz 2800 euro dla ciężarówek i autobusów).

Szacunki te – według analityków ACEA – obejmują wyłącznie bezpośrednie koszty produkcji, głównie sprzętu i inwestycji. – Należy zauważyć, że te dodatkowe koszty nie odpowiadają cenom zakupu: zamiast tego jeszcze bardziej podnoszą ceny dla użytkowników końcowych. Wzrost cen byłby zatem prawdopodobnie wyższy niż liczby przytoczone w badaniu – podnosi Stowarzyszenie.

Obecne normy są wystarczające

Zdaniem tej organizacji, przy obecnych przepisach (Euro 6/VI) Unia Europejska ma najbardziej kompleksowe i rygorystyczne normy emisji zanieczyszczeń (takich jak NOx i cząstki stałe) na świecie. – Europejski przemysł motoryzacyjny jest zaangażowany w dalszą redukcję emisji z korzyścią dla klimatu, środowiska i zdrowia. Propozycja Euro 7 nie jest jednak właściwą drogą do osiągnięcia tego celu, ponieważ miałaby niezwykle niski wpływ na środowisko przy niezwykle wysokich kosztach – stwierdziła Sigrid de Vries, dyrektor generalna Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów. – Większe korzyści dla środowiska i zdrowia zostaną osiągnięte dzięki przejściu na elektryfikację, przy jednoczesnym zastąpieniu starszych pojazdów na drogach UE wysoce wydajnymi modelami Euro 6/VI – podkreślała szefowa ACEA.

Wzrost kosztów pośrednich, czyli więcej paliwa

Jak twierdził ACEA, oprócz kosztów bezpośrednich, nowa norma przyczyni się do wzrostu kosztów pośrednich, takich jak wyższe zużycie paliwa. W całym okresie eksploatacji pojazdu może to zwiększyć koszty zakupu paliwa o 3,5 proc. A to oznacza dodatkowe 20 000 euro w przypadku długodystansowych ciężarówek i 650 euro w przypadku samochodów osobowych i dostawczych. „Te koszty pośrednie – które zostały pominięte w ocenie skutków przeprowadzonej przez Komisję – stanowią uzupełnienie kosztów bezpośrednich. Zwiększyłyby one całkowity koszt posiadania pojazdu, wywierając dodatkową presję finansową na konsumentów i przedsiębiorstwa w czasach wysokiej inflacji i rosnących cen energii” – brzmiał komunikat ACEA.

Czytaj też:
Jak zadbać o silnik Diesla, by ustrzec go od awarii?
Czytaj też:
Policjanci kontrolowali emisje spalin. Kilkanaście aut już nie pojedzie