Dopłaty do elektryków niższe o połowę?!

Dopłaty do elektryków niższe o połowę?!

Opel Corsa-e
Opel Corsa-e Źródło: Opel
Miały ruszyć w grudniu, a wciąż ich nie ma. Na dodatek – jak wynika z informacji portalu wysokienapięcie.pl – dopłaty do samochodów elektrycznych mają być niższe o połowę.

Wysokienapiecie.pl powołuje się na informację uzyskaną od ministra klimatu Michała Kurtyki. Przedstawiciel rządu miał tłumaczyć, że dopłaty były ustalane w 2018 roku, kiedy samochody elektryczne były dużo droższe.

Faktycznie, ostatnio staniały. A to dlatego, że przedstawiciele producentów dostosowali ceny do zapowiadanych dopłat. Przez wiele miesięcy pisaliśmy o tym, że rząd miał wspierać osoby fizyczne, kupujące samochody elektryczne, kwotą 37,5 tys. zł (auto na prąd) lub 90 tys. zł (auto wodorowe). Maksymalna dopłata miała wynieść 30 proc. ceny auta. Limit ustalono na 125 tys. zł dla aut elektrycznych i 300 tys. zł dla wodorowych.

Czytaj też:
Rozwój elektromobilności? W Polsce jest tylko tysiąc ładowarek do aut elektrycznych. W Niemczech 20 razy tyle

Kiedy w grudniu program miał ruszyć, okazało się, że zapomniano o kwestiach podatkowych. Dlatego przyjmowanie wniosków na dopłaty wstrzymano. Parlament przegłosował jednak zwolnienie z podatku dochodowego od osób fizycznych i od osób prawnych wparcia udzielanego z pieniędzy Funduszu Niskoemisyjnego Transportu.

Tymczasem – w oczekiwaniu na uruchomienie programu – ruszyły obniżki u importerów. Małe auta (Skoda Citigo-e iV, Volkswagen e-Up) spełniały limit. A ceny większych obniżono do poziomu 125 tys. zł i mniej (Renault Zoe, Opel Corsa e, Nissan Leaf, Volkswagen ID.3).

Teraz okazuje się, że dopłaty wyniosą 18 750 zł, zamiast 37 500 zł. Można się spodziewać, że chętnych na elektryki będzie znacznie mniej.

Czytaj też:
Dopłat do elektryków na razie… nie będzie. Wpadka rządu

Opracował:
Źródło: Wysokienapięcie.pl