We wtorek 3 września na autostradzie A1 w Mykanowie w kierunku Katowic przed godziną 9 doszło do tragicznego w skutkach zdarzenia drogowego. Ze wstępnych ustaleń policjantów wynika, że 31-letni kierowca ciężarówki wjechał w ciąg pojazdów ekipy remontującej jezdnię, znajdującej się na prawym pasie ruchu. Zginęły cztery osoby w wieku od 20 do 62 lat, a cztery kolejne w stanie ciężkim zostały przetransportowane do szpitala.
Śmierć czterech osób podczas tragedii na autostradzie A1. Policja apeluje o „niezwłoczny kontakt”
31-latek nie odniósł obrażeń. Został zatrzymany do wyjaśnienia. Mężczyzna w momencie wypadku był trzeźwy. Wydarzenie spowodowało utrudnienia na trasie. Droga była zablokowana. Funkcjonariusze wykonywali czynności pod nadzorem prokuratora, którego celem było wyjaśnienie dokładnych przyczyn i okoliczności tragedii. W związku ze zdarzeniem kryminalni z Częstochowy poszukują świadków.
Chodzi o kierowców, którzy podróżowali tego dnia odcinkiem A1 w kierunku Katowic na wysokości zjazdu w stronę Mykanowa i posiadają nagranie z wideorejestratora które, które utrwaliło położenie ciągu pojazdów firm remontujących ten odcinek drogi w okolicy zdarzenia. Wówczas należy niezwłocznie skontaktować się z policjantami z Wydziału Kryminalnego KMP w Częstochowie.
Koszmarny wypadek na A1, zmarły cztery osoby. Jest tymczasowy areszt dla 31-latka
W czwartek funkcjonariusze podali, że 31-latkowi pobrano krew do badań na zawartość alkoholu oraz innych substancji działających podobnie do alkoholu. Wyniki wykazały obecność narkotyków w organizmie mężczyzny. Sąd rozpatrzył wniosek prokuratury i zdecydował o tymczasowym aresztowaniu kierowcy ciężarówki na trzy miesiące.
Dominik D. usłyszał zarzuty nieumyślnego sprowadzenia katastrofy w ruchu lądowym, zagrażającej życiu i zdrowiu wielu osób oraz mieniu w wielkich rozmiarach, a także ukrywania w kabinie użytkowanego przez siebie pojazdu dwóch kart używanych do ewidencjonowania czasu pracy kierowców, które były wystawione na nazwiska innych osób. Mężczyzna przyznał się do winy i zastrzegł, że nie pamięta okoliczności tragedii.
Czytaj też:
Nowe zasady dla kierowców. Jeden błąd i tracisz prawo jazdy
